Ile  mięsa w mięsie? – oszukane produkty cz.1

Poniższy felieton jest niejako eksperymentem edytorskim. Jego autorem jest Ilona Sadok (I), która prezentuje w nim problem fałszowania żywności. Z drugiej strony artykuł będzie opatrzony komentarzem Macieja Bielaka-Wolanin (M), który często opowiada się za innym spojrzeniem na przedstawiane zagadnienia. Dzięki temu czytelnik będzie mógł sam wyrobić sobie pogląd biorąc pod uwagę obie strony medalu. Zapraszam do lektury!

Ile  mięsa w mięsie – oszukane produkty cz.1

I: Obecny rynek zadziwia różnorodnością produktów. Jest to niewątpliwie spowodowane silną konkurencją poszczególnych firm, starających się przyciągnąć uwagę jak największej liczy konsumentów, a co za tym idzie, zwiększyć popyt na swoje towary. Jednakże, nie zawsze ,,ilość’’ idzie w parze z ,,jakością’’.  Półki w supermarketach uginają się od nadmiaru produktów, a przed kasami ustawiają się długie kolejki zniecierpliwionych klientów. Niestety, tylko nieliczni z nich zdają sobie sprawę z tego jak zręcznie są oszukiwani przez producentów żywności.

I: Producenci oszukują, a my płacimy za to własnym zdrowiem. Zafałszowana żywność ma znacznie mniejsze walory odżywcze, co gorsza, jest często niebezpieczna dla zdrowia poprzez dodatki substancji toksycznych. Statystyki pokazują, że co roku w Polsce dochodzi do ponad 2 tys. zatruć pokarmowych substancjami niestosowanymi w farmakoterapii, a co drugie rodzące się obecnie niemowlę cierpi na alergię [1].

M: Pierwsze dwa zdania powyższego akapitu są zapewne prawdziwe, jednak zbyt ogólne, żeby na razie się do nich odnieść. Co do ostatniego, ciężko jest właściwie zweryfikować jego prawdziwość. Z raportu Państwowego Zakładu Higieny na rok 2013 [2] wynika, że różnorakich zatruć jest o wiele więcej. Obejmują one głównie salmonellozy (7578 przypadków), bakteryjne zakażenia jelitowe (9624 przypadków) oraz inne bakteryjne zatrucia pokarmowe (1646 przypadków). Liczba wirusowych zakażeń jelitowych przekracza natomiast 40 000 przypadków rocznie! Biorąc jednak pod uwagę ilość mieszkańców Polski (38,5 miliona) nie są to zbyt duże liczby. Trudno również zakładać, że źródłem takich zatruć jest fałszowanie żywności. Na pewno mają miejsce takie przypadki, ale wydają się być raczej sporadyczne, a zatrucia wynikają głównie z braku higieny i nie przestrzegania zasad BHP w domach czy restauracjach, a nie z niedopatrzeń producentów żywności.


Ile miesa w miesie2I: Fałszowanie żywności jest obecne w produkcji od zawsze. Na szeroką skalę fałszowane były produkty mleczne takie jak mleko i śmietana, które zagęszczano mąką i kredą. W latach siedemdziesiątych XX wieku znane były przypadki utrwalania mleka poprzez dodanie niewielkiej ilości proszku do prania o nazwie ,,IXI”. Ocet produkowano na bazie taniego lodowego kwasu octowego, a do konserwacji przetworów mięsnych stosowano kwasy: borowy i salicylowy. Żółtą barwę makaronu poprawiano dodatkiem toksycznego chromianu ołowiu, a trwałą, zieloną barwę groszku konserwowego nadawały sole miedzi [3].

M: Brzmi strasznie, ale czy w jakikolwiek sposób nas dotyczy? Prawdopodobnie takie praktyki miały miejsce w przeszłości, ale na pewno nie zdarza się to dzisiaj. Państwa należące do Unii Europejskiej mają ściśle wyznaczone normy co do produkcji żywności, a ich nieprzestrzeganie przez producentów byłoby zwyczajnie nieopłacalne. Gigantyczne kary skutecznie odstraszają przed takimi oszustwami. Poza tym, wszystko może być trucizną w zależności od dawki. Wspomniany w poprzednim akapicie kwas salicylowy to związek występujący w wierzbie. Ma zastosowanie medyczne (produkcja aspiryny), jest środkiem dezynfekującym (spirytus salicylowy) i składnikiem wielu kosmetyków. Kiedyś był stosowany jako konserwant, ale zastąpiono go mniej toksycznym benzoesanem sodu czy azotanem potasu.

I: Obecnie cała żywność produkowana metodą przemysłową przesycona jest chemią. Okazuje się, że przeciętny Polak wraz z produktami spożywczymi co roku dostarcza swojemu organizmowi ok. 2 kg chemikaliów (co odpowiada trzem opakowaniom proszku do prania!).

Ile miesa w miesieM: „Chemia” to pojęcie bardzo ogólne, pod którym może się kryć praktycznie wszystko, zarówno substancje obojętne, jak i szkodliwe dla organizmu ludzkiego. Znowu chciałbym przypomnieć, że wszystko może być trucizną w zależności od dawki, a normy obecności np. benzoesanu sodu w produktach spożywczych są tak restrykcyjne, że zatrucie nim jest praktycznie niemożliwe. Nie chcąc być gołosłownym, odsyłam znowu do raportu PZH [2], w którym wyszczególniono różne przyczyny zatruć. Wśród nich znajduje się kategoria „OSTRE ZATRUCIA ŻYWNOŚCIĄ SKAŻONĄ BIOLOGICZNIE I/LUB CHEMICZNIE”. Liczba zanotowanych przypadków to 3 na całą Polskę. Poza tym, to że coś ma nazwę chemiczną nie oznacza od razu, że jest trujące czy „sztuczne”! Dla przykładu – obok skład całkowicie naturalnego banana (nawet E się załapały).

I: Do niedawna, masarnia produkująca wędliny według starych receptur, z kilograma mięsa mogła wyprodukować 0,5 kg kabanosów lub 0,9 kg szynki. Na chwilę obecną z kilograma mięsa  w przemyśle wędliniarskim możliwe jest wyprodukowanie nawet 2 kg szynki lub 5 kg parówek- tzw. ,,produkty bardziej wydajne”. Dzieje się tak, ponieważ do mięsa wstrzykiwana jest: woda z azotanami i azotynami, substancje wiążące wodę, fosforany (nadające kruchość wędlinom i różowawy kolor), aromaty i inne [1]. W konsekwencji wędlina, która znajduje się na naszych stołach,  może zawierać nawet do 80%  wody.

M: Tutaj niestety muszę się w 100% zgodzić. Również wydaje mi się, że jakość wędlin sprzedawanych na skalę przemysłową jest bardzo niska, a zawartość mięsa bywa w nich znikoma. Nie oznacza to jednak od razu, że są szkodliwe dla naszego zdrowia.

Ile miesa w miesie3

I: To co nazywamy ,,parówką’’ może stanowić zmieloną mieszaninę kilku składników, niekoniecznie pochodzenia zwierzęcego, ważne jest, aby jej skład zgadzał się z zadeklarowanym przez producenta.
W 2010 roku nagłośniona została sprawa dwóch kobiet z lubuskiego zakładu mięsnego, które sprzedawały konsumentom parówki cielęce, które zamiast mięsa cielęcego zawierały wołowe. Kobietom groziła kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności za naruszenie ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia [4].

I: W takich okolicznościach nikogo nie dziwi bardzo popularne i na obszarach wiejskich stosowane po dziś dzień ,,świniobicie”.  W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku taka metoda była dla większości jedyną możliwością pozyskania wyrobów wędliniarskich. W dzisiejszych czasach, gdy półki uginają się pod ciężarem wszelakich wędlin, jest ona jedyną gwarancją zdrowej żywności. W rozmowie z osobą, która na codzień trudni się własnoręcznym wyrobem wędlin, napotykam się na ciekawe stwierdzenie: ,,Świniobicie często wychodzi drożej niż zakup takiej samej ilości kiełbasy w sklepie. Ludzie jednak na to nie patrzą, wolą więcej zapłacić, bo przynajmniej wiedzą co jedzą”.

M: Z przedstawionymi tu faktami również trudno byłoby mi polemizować. Zdecydowanie uważam, że własnoręcznie wyrobiona wędlina charakteryzuje się wyższymi walorami odżywczymi i smakowymi. Niestety, zazwyczaj jest ciężko dostępna i za droga dla przeciętnego mieszkańca większego miasta.

Opracowali: Ilona Sadok/Maciej Bielak-Wolanin

Korekta: Julia Szpakowska

  1. http://www.wedlinydomowe.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=901&Itemid=4
  2. http://www.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/2013/Ch_2013.pdf
  3. Czernicka M., Tuszyński T.: Zafałszowanie żywności i napojów oraz metody ich wykrywania. Laboratorium, 2008, 7-8, 38-42.
  4. http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/10-lat-za-oszukane-parowki,143346.html

Zapraszam do przeczytania części 2 (jak tylko pojawi się na stronie), w której pokrótce omówiona zostanie kontrola jakości produktów mięsnych, wód mineralnych, serów, kaw czy jogurtów.

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*